Prątnicki szeroko otworzył oczy.
— No, pan tak myśli na serio? Ordynat ożeniłby się z nią? Co znowu!
Klecz parsknął śmiechem.
— Ożenić się!... Co panu w głowie? Ordynat z nauczycielką! Także myśl! On, o którego księżniczki się ubiegają... Ale zbałamucić może i potrafi. Jemu się ona nie oprze, choć pan dowodzi, że zimna.
Praktykant zamyślił się.
— A wie pan co — rzekł po chwili — że mnie to już do głowy przychodziło. On jakoś za grzeczny dla niej i zawsze jej broni.
— Broni?...
— No tak. Ja czasem żartuję z niej. On kilka razy wziął jej stronę nawet dość szorstko, niedelikatnie.
Klecz spojrzał na Edmunda spod oka i mruknął:
— Pewnie dał ci dobrą naukę...