XIII

Prątnicki miał minę zwycięską, wchodząc do stajni.

Spotkał Lucię, powracającą z cieplarni, widział jej rumieniec i z kilku słów dziewczynki upewnił się co do jej uczuć. Sam skorzystał, aby uścisnąć rączkę dziewczęcia i szepnąć parę czułych frazesów.

— Jestem na dobrej drodze — powtarzał sobie. — Ta mała kocha się we mnie najwidoczniej.

Podkręcił wąsika z miną człowieka zadowolonego z siebie i ze swej przyszłości.

— Benedykt, konie dla mnie! — zawołał do starego stangreta.

— Kasztany czy gniade? — spytał Benedykt.

— Zaprzęgaj czwórkę karych arabów114 do żółtego amerykana115.

Stangret wytrzeszczył na niego oczy.

— Kare araby?!