— Tak... Nie radzę... Daleki kurs...

— Do Szal chyba dalszy, a baronowa jeździ nimi zawsze.

Klecz rzucił na niego znaczące spojrzenie.

— Różnica! — rzekł lakonicznie.

— Nie widzę żadnej! — zawołał Prątnicki.

Zrozumiał, co Klecz chciał powiedzieć, ale postanowił nie ustępować.

— Czemu nie zaprzęgasz? — krzyknął na Benedykta.

— Panie, po przyjacielsku panu radzę nie brać tej czwórki — rzekł Klecz. — To ulubione konie ordynata. Może im się stać co złego, potem bieda. Pal je licho! Niech pan jedzie kasztanami, konie jak spławy. Albo gniade niech pan weźmie. Podobno baronowa ma dziś jechać do Obronnego. Zadysponuje kare i co wtedy?

— To dla niej założy się gniadą czwórkę — rzekł Prątnicki już zły.

Zwrócił się znowu do Benedykta: