— Zaprzęgaj żywo! Rozumiesz!
Stangret wzruszył ramionami i poszedł spełnić rozkaz, mrucząc pod nosem niepochlebne życzenia dla praktykanta. Klecz machnął ręką.
— Twarda sztuka!... Niech go diabli! — rzekł do siebie.
Po kilku minutach Edmund siedział w amerykanie i zgarnął lejce czwórki. Następnie, zanim stajenny zdołał się usadowić, trzasnął z bata z ironicznym uśmieszkiem, pożegnał Klecza, puścił konie tęgiego kłusa i zniknął na zakręcie drogi.
Rządca i stangret spojrzeli na siebie.
— Żeby się chociaż co złego nie stało — mruknął Klecz.
A Benedykt rzekł, rozkładając ręce:
— Jak pan praktykant znarowi konie, ja nie będę odpowiadał przed ordynatem. Kiedy pan rządca pozwolił, to co ja winien?
— Przecie pan Prątnicki umie jeździć. Co tam Benedykt prawi117! — odrzekł Klecz, sam zaniepokojony.
Nieobecność Prątnickiego na obiedzie zadziwiła panią Idalię, a zasmuciła Lucię. Dziewczynka nie rozumiała, dlaczego wyjechał dziś, po tak miłym spotkaniu sam na sam. Smutek jej wzmógł się, gdy pani Idalia oznajmiła, że po obiedzie jadą do Obronnego odwiedzić księżną Podhorecką. Gdy Lucia została sama ze Stefcią, zarzuciła jej ręce na szyję, szepcąc z rozkapryszoną miną: