— Nie chce pan, żebym się przesiadła, dlatego że konie rozbiegane, lecz gdyby nie to?...

— Nie śmiałbym się sprzeciwiać.

— Och, rozumiem!...

Zacięła usta i gorączkowo potrząsała batem, wyrwanym z rąk Waldemara.

— Co pani robi? — zdziwił się.

— Chcę, aby nas konie ponosiły.

— Jeśli ja nie zechcę, to to nie nastąpi.

— Taki pan pewny?

— Najpewniejszy!

— Ach, Boże, gdybym mogła...