— Wiesz? To jest natręctwo tej dziewczyny.
— Co? — spytała pani Idalia.
— No, to... to... pakowanie się na kozioł obok ordynata.
— Słyszałaś, co mówiła Rita? Ciągnęli węzełki.
— Już tylko ty jej nie broń. Jest arogantka! Dziwię się, że pozwalasz na jej wybryki.
— Nie widzę żadnych. C’est une noble fille165, Lucia ją bardzo kocha.
Pani Idalia była dziś w wyjątkowo dobrym humorze. Spostrzegła to hrabina i już nic więcej nie powiedziała, zaczęła tylko sapać z irytacji.
W breku tymczasem wrzało.
Rozmawiali wszyscy, hrabianka Paula z baronem, panna Rita z Trestką, Lucia i Wiluś śpiewali krakowiaki, zanosząc się od śmiechu. Na koźle Waldemar mówił do Stefci:
— Widzi pani te dwa białe słupy po bokach drogi? To są graniczne. Już jesteśmy na gruntach głębowickich. Nigdy może nie czułem tyle szczęścia z posiadania tych obszarów ziemskich, jak w tej chwili, i to z powodu pani.