Zgodzili się wszyscy jeszcze na jedną partię.
— Pozwoli pani służyć sobie za partnera? — zapytał Waldemar.
Stefcia skłoniła głową.
Wiluś Szeliga zmarszczył się. Rita zagryzła usta.
Gracze stanęli po bokach siatki, Stefcia z ordynatem i panna Rita z Wilusiem.
Partia zapowiadała się dobrze z powodu udziału ordynata i panny Rity. Wiluś był wypróbowany w grze, tylko Stefcia niepewna. Trestka drażnił się z nią, dowodząc, że będą ją dopiero uczyli, i zbierał zdania, kto wygra. Powstały zakłady.
Stefcia żartowała z Trestki, bawił ją Wiluś w roli pokrzywdzonego bohatera. Waldemar tłumaczył jej główne zasady gry, twierdząc, że muszą wygrać. Stanęli w wyzywających postawach. Stefcia, widząc, że suknia jej zawadza, podpięła ją zręcznie z obu stron i świecąc lakierkami pantofelków, podniosła rakietę w górę, wołając:
— Zaczynamy?
— Vogue la galère!190 — rzuciła panna Rita. — Muszę wygrać! — dodała, patrząc bystro na stojącego naprzeciw ordynata.
Waldemar skłonił się z uśmiechem trochę szyderczym.