— To po australsku249, stosowane z powodzeniem w Honolulu — zauważyła ironicznie Stefcia.

— W każdym razie ta nazwa ze złośliwością nie licuje — odpowiedział rozdrażniony Waldemar.

Stefcia zagryzła wargi.

— Pokłóćcie się państwo! Już tak dawno nie słyszałam tego — wołała Lucia.

— Siedź cicho, mała, i uważaj, abyś nie wypadła, bo puszczam konie.

Stefcia spojrzała na niego z prośbą w oczach i szepnęła błagalnie:

— Nie, nie, one takie rozhukane. Znowu poniosą.

Waldemar popatrzał na nią długo, spod lekko zmrużonych powiek.

— A „dzidzi”... będzie grzeczne? — zapytał przeciągle.

Zaśmiała się.