— Będę, tylko proszę o lejce.
Stefcia znowu powoziła, a Waldemar, patrząc na nią, rozcierał zmęczone dłonie.
Rozpędzony amerykan wpadł w bramę pałacową, gdy pani Idalia siedziała z ojcem w otwartym oknie jego gabinetu. Mając słaby wzrok, nie poznała jadących.
— Papo, ktoś jedzie do nas.
Pan Maciej wyjrzał i zdziwił się.
— Waldemar jedzie!
— Ależ jakieś panie także.
— Lucia i Stefcia, nawet ona powozi. Widocznie spotkał je i zabrał.
Konie stanęły. Stangret zjawił się jak spod ziemi. Wszyscy troje wyskoczyli ze śmiechem. Panny pobiegły do siebie. Waldemar wszedł do gabinetu. Po pierwszych przywitaniach pan Maciej zapytał:
— Gdzieżeście tak pomęczyli konie? Jak z wody wyjęte.