— W grudniu będzie jeszcze lepiej.
Przerzucił kartki karnecika, odczytując nazwiska.
— Ależ tu cała armia wpisana! Bajeczny rejestr! Moje litery bledną wobec tej potęgi. Co? co?... kotylion — Brochwicz? No, mogła pani kotyliona zostawić dla mnie.
— Nie mogłam odmówić panu Brochwiczowi. Zresztą bal to jak bitwa: zdobywa ten, kto pierwszy przychodzi.
— Nie zawsze! Czasem drugi pobije pierwszego. Ja właśnie mam ten zamiar.
Spojrzał jej w oczy z demoniczną pewnością siebie.
Stefcia zmieszała się, ale odrzekła bez wahania:
— Tak nie można. Pan Brochwicz byłby słusznie obrażony.
— Potrzeba mi tylko zgody pani, a już ja tak urządzę, że się Jurka ułagodzi. Ale teraz mi pani naturalnie odmówi.
Powstał z krzesła i rzekł z uśmiechem: