— Idę po Brochwicza. Za chwilę!

Gdy odszedł, podsunął się do Stefci młodzieniec w monoklu i zapytał z umizgiem:

— Pani kotyliona320 tańczy?

— Tak, panie.

— A!... pardon, spóźniłem się... i zawsze ordynat...

— Co pan tu przeciwko mnie spiskuje? — zapytał niski głos ordynata tuż za nim.

Młodzieniec bąknął coś po francusku i z ukłonem odszedł.

Waldemar stanął przed Stefcią, trzymając pod ręką Brochwicza.

— Mój Jurku, ja tu zaatakowałem karnet panny Stefanii i twoja pozycja w kotylionie bardzo mi się nie podoba. Nie chcę z tobą batalii, mając nadzieję, że sprawę załatwimy polubownie.

— Dobrze, ale to zależy ode mnie, a ja się nie zgadzam — rzekł Brochwicz.