— Mój drogi! Nie jesteś wyrocznią w tej sprawie.

— Zależy i ode mnie, lecz tym samym pan wygrywa — dodała Stefcia.

— Dziękuję pani! A co Waldy?

— Nie tryumfuj przed czasem! Uciekam się do ostatniego środka i przekonam was, że słuszność żądania jest po mej stronie. Pani obiecała mi pierwszego kotyliona jeszcze w Słodkowcach — ten będzie pierwszy. Ty zaś, Jurku, podobno starasz się o rękę hrabianki Melanii, a ją znudził już Zaniecki, wierzaj mi!

— Przekonywa mnie jedynie pierwszy argument. Jeśli pani obiecała kotyliona najpierw tobie, muszę się cofnąć, chociaż z głębokim żalem.

Stefcia, mocno różowa, wyciągnęła rękę do Brochwicza.

— Przepraszam pana. Istotnie zapomniałam.

Chłopak ścisnął jej rękę z ukłonem.

— Jestem pobity, ale trzymając się zasady: nic darmo, proszę panią o ostatniego mazura.

Stefcia złożyła ręce z zabawnym grymasem.