Padło kilka łosi, inna zwierzyna sypała się gęsto. Ordynat zabił dużo, otaczał go ładny wianek zdobyczy.

Gdy naganka podeszła blisko, myśliwi zgromadzili się przy księciu Giersztorfie.

Każdy opowiadał o swych zdobyczach.

— Ja najwięcej dałem strzałów — wołał Trestka.

— A zabił pan ile sztuk?

— Ile?... Coś chyba... ech, nie wiem! To się potem policzy.

— Panowie, baczność! Uważam, że Trestka chce ściągnąć każdemu z nas po jednym zajączku dla zwiększenia swego tryumfu — zawołał wesoło Brochwicz.

Trestka obraził się.

— Szczególnie tobie nie mógłbym tego zrobić, bobyś od razu poznał, mając najmniej na rozkładzie.

— Przepraszam cię! Zabiłem sześć zajęcy, wilka i kozła. To trochę więcej niż u ciebie, gdzie tylko jedna lisia kita błyszczy w otoczeniu dwóch szaraków.