— Ale Magdalena ma włosy puszczone swobodnie, a pani swoje zakrywa. Widzę panią w takim uczesaniu pierwszy raz.
— Nie spodziewałam się, że kogo spotkam — odrzekła dziewczyna zarumieniona.
— Ależ pani jest w tym prześlicznie! Pani powinna częściej tak chodzić. Kto ma lat dziewiętnaście, ten ma zupełne prawo do spuszczonego warkocza. Dlaczego pani tak nie nosi włosów?
— W domu nosiłam, ale tu... nieetykietalnie — odrzekła z uśmiechem.
— Ach, dość tej etykiety!
— Pan jej nie lubi? A jednak to stały mieszkaniec tych murów.
— Wiem. Wprowadzony tu jeszcze w latach zamierzchłych, nie da się wykorzenić. Zresztą może to nadaje główny styl zamkowi.
Stefcia rozejrzała się.
— I tu nie byłam ani razu. Olbrzymi korytarz! To dziwne: takie wysokie sklepienia straszą mnie. W zamku pańskim pełno tego. Dokąd ten korytarz prowadzi?
— Do prawej wieży, gdzie jest kaplica. Chodźmy tam.