Stefcia ucałowała jego ręce i cicho wyszła z gabinetu.

Pan Maciej ścisnął głowę rękoma.

— Znowu to samo... powtórzenie minionych lat, pogrzebane chwile wróciły. To ją zabiło! Pamiętnik... nieszczęsny... został! Moje świadectwo! Stefcia go czytała... Chryste! — jęczał chrapliwie.

Po długiej minucie nacisnął guzik elektrycznego dzwonka, umieszczonego na poręczy fotela.

Stary kamerdyner wsunął się bez szelestu.

— Co robią państwo? — spytał pan Maciej.

— Panienki są u pani baronowej na górze, a pan ordynat w swoim gabinecie; polecił mi zawiadomić, jak wyjdzie panienka. Czy mam prosić?

— Nie, nie trzeba! Obiad prędko?

— Zaraz podają.

— Niech Franciszek przeprosi panią baronową — nie będę dziś na obiedzie.