— Ja księżnę odprowadzę.

Potrząsnęła głową przecząco.

— Dziękuję. Nie. Pójdę sama.

Wyszła z pokoju wolno, majestatycznie.

Trestka został sam, podszedł do kominka i stalowymi grabkami rozgrzebywał siwy popiół, rozgarniał iskry, mrucząc po cichu do siebie:

— Czy to będzie już finał, czy ostateczny krach?

Po kilku minutach wróciła panna Rita.

— Gdzie ciocia?

— Poszła do siebie. Cóż, wysłała pani do Głębowicz?

— Pojechał mój stangret. On najprędzej dojedzie.