Ku przeszłości
Na śpiącym stawie cicho drżą sitowia sploty,
A niekiedy w powietrzu łagodnie oddycha,
Jak niewidzialnych ptaków trwożliwe przeloty,
Stłumionych drżeń wietrzanych harmonia cicha.
Blady księżyc rozlewa stę bożym uśmiechem
Na nieskończonych łęgów kwieciste podściele,
Skąd zapachnie niekiedy gorącym oddechem
Młode krzewię zroszone i kwitnące ziele.
Lecz oto cicho, cicho zawodzić poczyna