Surowa i inteligentna twarz jego, rzekłbyś, dojrzała w ostatnich czasach; we wzroku była spokojna energia człowieka zdecydowanego w wyborze postępowania na przyszłość.
— Oto pan Pełski, a to, do diabła, Szwarc, doktór medycyny — prezentował Augustynowicz.
Szwarc spojrzał na przybyłego badawczo.
Tymczasem Pełski wyjaśnił mu cel swego przybycia, a choć na wiadomość o pokrewieństwie panicza z Lulą czoło Szwarca zmarszczyło się lekko, jednakże bez wahania wskazał jej adres.
— Żegnam pana — rzekł w końcu — hrabianka będzie mocno uradowana, znalazłszy w nim kuzyna, szkoda jednak, że przed paru miesiącami nie mogła nikogo z krewnych odszukać.
Pełski bąknął coś niezrozumiale. Widocznie, postać i sposób obejścia się Szwarca imponowały mu niemało.
— Dlaczegoś mu wskazał adres Luli? — pytał Augustynowicz Szwarca.
— Dlatego, że byłbym popełnił śmieszność, nie chcąc go dać.
— A ja go nie dałem!
— Cóżeś mu powiedział?