Nastała chwila milczenia.
— Byłeś wczoraj u Heleny? — pytał Augustynowicz.
— Byłem.
— Kiedy wasz ślub?
— Natychmiast jak uzyskam stopień.
— Może to i lepiej dla ciebie, że sprawa tak się skończy.
— Dlaczego to mówisz?
— Kiedy bo nie wiem, czy się nie rozgniewasz, ale ta Lula, ot, ja jej nie wierzę, do kroćset!
Szwarca oczy błysnęły dziwnym światłem; położył rękę na ramieniu Augustynowicza.
— Nie mów ty o niej nic złego! — rzekł z naciskiem.