— Działo szwedzkie pękło! — wołał jeden z puszkarzy.
— Cud! Cud!
— Działo największe pękło! Ta kolubryna.
— Gdzie ksiądz Kordecki?
— Na murach! Modli się! On to sprawił!
— Babinicz działo wysadził! — wołał pan Czarniecki.
— Babinicz! Babinicz! Chwała Pannie Najświętszej! Już nam nie będą szkodzili!
Jednocześnie odgłosy zamieszania poczęły dolatywać i ze szwedzkiego obozu. Na wszystkich szańcach zabłysły ognie.
Słychać było coraz większy rejwach. Przy świetle ognisk widziano masy żołnierzy poruszających się bezładnie w rozmaite strony, zagrały trąbki, bębny warczały ciągle; do murów dolatywały krzyki, w których brzmiała trwoga i przerażenie.
Ksiądz Kordecki klęczał ciągle na murze.