— Śpiesz się! Patrz, jak tu pusto, a ja cię kocham. Pójdź!

— Ktoś ty? — powtórzył Winicjusz.

— Zgadnij!...

To rzekłszy przycisnęła przez zasłonę usta do jego ust, ciągnąc jednocześnie ku sobie jego głowę, aż wreszcie, gdy jej zbrakło oddechu, oderwała od niego twarz.

— Noc miłości!... noc zapamiętania! — mówiła chwytając szybko powietrze. — Dziś wolno... Masz mnie!

Lecz Winicjusza sparzył ów pocałunek i napełnił go nowym obrzydzeniem. Dusza i serce jego były gdzie indziej i na całym świecie nie istniało dla niego nic prócz Ligii.

Więc odsunąwszy ręką zakwefioną postać rzekł:

— Ktokolwiek jesteś, kocham inną i nie chcę cię.

A ona zniżyła ku niemu głowę:

— Uchyl zasłony.