Lektyka zatrzymała się przed drzwiami domu, które czujny odźwierny w tej samej chwili otworzył.

— Czy szlachetny Winicjusz powrócił? — zapytał go Petroniusz.

— Przed chwilą, panie — odpowiedział niewolnik.

„A zatem jej nie odbił!” — pomyślał Petroniusz.

I zrzuciwszy togę wbiegł do atrium. Winicjusz siedział na trójnogu, z głową pochyloną niemal do kolan i z rękami na głowie, lecz na odgłos kroków podniósł swą skamieniałą twarz, w której tylko oczy świeciły gorączkowo.

— Przybyłeś za późno? — spytał Petroniusz.

— Tak jest. Uwięziono ją przed południem.

Nastała chwila milczenia.

— Widziałeś ją?

— Tak.