Zachodzi łzą, jak rosą kwiat,

Na dźwięk posępny pieśni tej,

Co wskrzesza z prochu i popiołów

Pożogi, klęski, zguby dzień...

— Sminteju, gdzieś wówczas był?454

Tu głos mu zadrgał i zwilgotniały oczy. Na rzęsach westalek ukazały się łzy, lud słuchał cicho, zanim wybuchnął długo nie ustającą burzą oklasków.

Tymczasem z zewnątrz przez otwarte dla przewiewu vomitoria dochodziło skrzypienie wozów, na których składano krwawe szczątki chrześcijan, mężczyzn, kobiet i dzieci, aby je wywieźć do strasznych dołów, zwanych puticuli.

A Piotr Apostoł objął rękoma swą białą drżącą głowę i wołał w duchu:

„Panie! Panie! Komuś Ty oddał rząd nad światem? I przecz chcesz założyć swą stolicę w tym mieście?”

Rozdział pięćdziesiąty siódmy