— Mniemasz, że stróże się zgodzą? — spytał Petroniusz.
— Oni, panie? Byle wiedzieli, że nie spotka ich za to kara i męka!
— Tak jest! — rzekł Winicjusz. — Stróże chcieli się zgodzić nawet na jej ucieczkę, tym bardziej pozwolą ją wynieść jako umarłą.
— Jest wprawdzie człowiek — rzekł Nazariusz — który sprawdza rozpalonym żelazem, czy ciała, które wynosimy, są martwe. Ale ten bierze nawet po kilka sestercji za to, by nie dotykał żelazem twarzy zmarłych. Za jeden aureus dotknie trumny, nie ciała.
— Powiedz mu, że dostanie pełną kapsę aureusów — rzekł Petroniusz. Ale czy potrafisz dobrać pewnych pomocników?
— Potrafię dobrać takich, którzy by za pieniądze sprzedali własne żony i dzieci.
— Gdzie ich znajdziesz?
— W samym więzieniu lub na mieście. Stróże, raz zapłaceni, wprowadzą, kogo zechcę.
— W takim razie wprowadzisz jako najemnika mnie — rzekł Winicjusz.
Lecz Petroniusz począł mu odradzać z całą stanowczością, aby tego nie czynił. Pretorianie mogliby go poznać nawet w przebraniu i wszystko mogłoby przepaść. „Ani w więzieniu, ani przy Cuchnących Dołach! — mówił. — Trzeba, żeby wszyscy, i cezar, i Tygellinus, byli przekonani, że ona umarła, inaczej bowiem nakazaliby w tej chwili pościg. Podejrzenia możemy uśpić tylko w ten sposób, że gdy ją wywiozą w Góry Albańskie lub dalej, do Sycylii, my zostaniemy w Rzymie. W tydzień lub dwa dopiero ty zachorujesz i wezwiesz Neronowego lekarza, który ci każe wyjechać w góry. Wówczas połączycie się, a potem...”