Lecz nim dobiegli, w ciemności dał się słyszeć pełen bólu głos Nazariusza:
— Panie, przenieśli ją wraz z Ursusem do Eskwilińskiego więzienia... My niesiem inne ciało! A ją porwali przed północą!...
Petroniusz, wróciwszy do domu, posępny był jak burza i nie próbował nawet pocieszać Winicjusza. Rozumiał, że o wydobyciu Ligii z Eskwilińskich podziemi nie ma co i marzyć. Odgadywał, że prawdopodobnie dlatego przeniesiono ją z Tullianum, by nie umarła z gorączki i by nie uniknęła przeznaczonego jej amfiteatru. Ale to właśnie był dowód, że czuwano nad nią i strzeżono jej pilniej niż innych. Petroniuszowi żal było do głębi duszy i jej, i Winicjusza, lecz prócz tego nurtowała go i ta myśl, że po raz pierwszy w życiu coś mu się nie udało i że po raz pierwszy został zwyciężony w walce.
„Fortuna zdaje się mnie opuszczać — mówił sobie — ale bogowie mylą się, jeśli sądzą, że zgodzę się na takie na przykład życie jak jego.”
Tu spojrzał na Winicjusza, który również patrzył na niego rozszerzonymi źrenicami.
— Co tobie? Ty masz gorączkę? — rzekł Petroniusz.
Ów zaś odpowiedział jakimś dziwnym, złamanym i powolnym głosem, jakby chorego dziecka:
— A ja wierzę, że On może mi ją powrócić.
Nad miastem cichły ostatnie grzmoty burzy.