— Zgasiłeś kaganek, jakże mogę cię poznać?

Lecz Winicjusz dojrzał w tej chwili Ligię leżącą na płaszczu przy ścianie, więc nie mówiąc nic więcej klęknął przy niej.

Ursus zaś poznał go i rzekł:

— Chwała Chrystusowi! Ale nie budź jej, panie.

Winicjusz klęcząc wpatrywał się w nią przez łzy. Mimo mroku mógł odróżnić jej twarz, która wydała mu się bladą jak alabaster, i wychudzone ramiona. I na ten widok ogarnęła go miłość podobna do rozdzierającego bólu, wstrząsająca duszą do ostatnich głębin, a zarazem tak pełna litości, czci i uwielbienia, że padłszy na twarz począł przyciskać do ust brzeg płaszcza, na którym spoczywała ta droga mu nad wszystko głowa.

Ursus przez długi czas patrzył na niego w milczeniu, na koniec jednak pociągnął go za tunikę.

— Panie — spytał — jak się dostałeś i czy przychodzisz ją ocalić?

Winicjusz podniósł się i przez chwilę jeszcze walczył ze wzruszeniem.

— Wskaż mi sposób! — rzekł.

— Myślałem, że ty go znajdziesz, panie. Mnie jeden tylko przychodził do głowy...