— Nas już tam nie będzie.

— To Kali siąść nad wodą i z żalu płakać.

Tak mówiąc założył ręce na głowę — po chwili zaś wyszeptał:

— Kali bardzo kochać pana wielkiego i bibi — bardzo.

I dwie wielkie łzy zaświeciły mu w oczach.

Staś zawahał się, jak ma postąpić. Było mu Kalego żal, jednakże nie zgodził się od razu na jego prośbę. Zrozumiał, że — nie mówiąc już o niebezpieczeństwach powrotu — jeśli M’Tana lub czarownicy zbuntują Murzynów, wtedy chłopcu zagrozi nie tylko wypędzenie z kraju, ale i śmierć.

— Lepiej będzie dla ciebie zostać — rzekł — bez porównania lepiej!

Lecz w czasie gdy to mówił, weszła Nel, która przez cienką matę przedzielającą komory słyszała doskonale całą rozmowę, i ujrzawszy teraz łzy w oczach Kalego poczęła je paluszkami ścierać z jego rzęs, a następnie zwróciła się do Stasia.

— Kali pójdzie z nami — rzekła z wielką stanowczością.

— Oho! — odpowiedział nieco urażony Staś — to nie zależy od ciebie.