Od sinych borów uroczysk i gór

Zwolna, tajemnie się skradał.

Na ziemi długie kładły się cienie

Od chmur,

Co zbierały się groźnie na nieboskłonie.

I tylko w jednem miejscu słońce zachodzące

Złotem i purpurą lśniące

Przedarło wyłom w chmur czarnej oponie

I takie cudne powstało jaśnienie

W tej nieba stronie,