A liście z wiatrem sypią się i sypią...
I znowu cicho... przebudzone burzą
Tajemną... gwiazdy złote oczy mrużą.
O wschodzie
Mrok gasnął... purpurowe wytrysły promienie,
W zamarłych chmurach budząc wyśnione widzenia
Opustoszałych zamków, potworów z płomienia
I dróg, wiodących w przestrzeń długo... nieskończenie.
Słońce! ku jego blaskom wyciąga ramiona
Tłum ludzi z błędnym wzrokiem i spalona wargą,