I przesycona jutrzni światłem białem.

Las swojem cielskiem szarem, skamieniałem

Wrósł w blade niebo, niby chmura czarna.

Wtem drgnęły drzewa dziwną zdjęte trwogą..

Wiatr, co w gałęziach nieruchomie zwisał,

Wstrząsł się, rozbudził, rozgrał, rozkołysał

I zaczął szumieć posępnie, złowrogo.

Hej! jak konary tłuką się i skrzypią,

Jak szemrze liści rozszalałe morze,

Jakieś się licho rozhukało w borze,