I przyczajona z mrocznego ukrycia

Jakaś dłoń ciężka na piersi mi spadła...

O! jak się lękam twardej pięści życia...

[I przyszła szara, wieczorna godzina...]

I przyszła szara, wieczorna godzina,

Wszystko w naturze zcichło w jednej chwili...

Zanim się księżyc z poza wzgórz wychyli,

Zasuwa ugor jakaś martwość sina.

Wiatr zmarszczył lekko sennych wód powierzchnię

I między trawy ułożył się na dnie...