Zaczyna się kołysać i chylać okrutnie.

I płynie rzeka zboża szumiąca, szumiąca —

Źdźbła z szelestem tajemnym kolebie i trąca,

Przelewa się przez płoty i rowy przydrożne.

Wdziera się hen na wzgórza, falami się spiętrza,

I wali prosto w słońce, co blaskiem przemożne

Dogasa w jasnych łunach, jak hostya najświętsza!

Wniebowzięcie

przyszła chwila twórcza... tysiąc barw słonecznych

Rzuca mistrz rozpętany silną, wprawną dłonią,