Pręty tłuką się o siebie, szara kora drży,

A po liściach spływa woda niby brudne łzy.

Drzewa wiją się i jęczą w beznadziejnej walce

I do nieba wyciągają pokurczone palce.

Duszo! duszo! skądże w tobie taka wielka moc,

Żeś zbudziła wiatr uśpiony w tę przeklętą noc,

Że się podniósł z bagien leśnych i zmurszałych den,

Gdzie na wodnych traw podłożu zmógł go długi sen,

Że go zrodził bór, co nocą w tajnych głębiach huczy,

I ten ugór martwy, siny, gdzie się Rozpacz włóczy.