I znowu las powstaje bez końca, bez końca...

W jego głębiach milczące snują się rozpacze —

Czy to grota tajemna, czy ma dusza płacze?...

Jesienią

Park drzemie... drzewa, jak schorzałe twarze

Zewsząd zwiędłymi rumieńcami świecą...

Z szelestem szklannym liście zwiędłe lecą,

Patrząc na niebo, co umierać każe...

O! gdzieś na gwiazdach wicher łka rozpacznie

Wskrzeszając zmarłe, zapomniane głosy...