I rozpoczęły się dziwne narady...

Wiatr jęczy... deszcze dzwonią w moje okno

Czuję, jak drzewa gdzieś na dworze mokną,

Jak za chmurami księżyc kona blady,

Knujemy zemstę okrutną!

Duchy choć rozmów naszych nikt nie słyszy

Coraz to senniej, tajemniczej, ciszej

Szeptają w ucho... sen idzie... jak smutno.

Poszedłem w pomoc wszystkich duchów zbrojny

Dziwnie wzburzony, z bijącymi tętny.