Nie daj, gdy ci nie dają; dadzą? daj w podziękę:

Zwykle daje się dawcy, niedawcy nic w rękę.

W wykładzie kodeksu swej etyki powołuje się Hezjod na jakieś „najlepsze” jakoby prawa Zeusowe, których my nie znamy i prawdopodobnie nigdy znać nie będziemy, a to dla bardzo prostej przyczyny. U innych społeczeństw pojawiają się od czasu do czasu jacyś entuzjaści, ludzie z ideą, podający się za wysłańców bożych, umieją pociągnąć tłumy i natchnąć je wiarą w swe posłannictwo, w inicjację z bóstwem. Oni to wytwarzają religię, zawierającą zarazem pewien kodeks moralny. W Grecji nie było nigdy pod tym względem jednostki wydatnej. Na ten grunt oblewany przez Morze Egejskie schodzili się wychodźcy różnoplemienni z religią gotową, te religie napływowe mieszały się z miejscowymi i wytwarzały kult zasadniczo wspólny, helleński, w którym pod greckimi nazwami bóstw, jak Afrodyta, Dionizos, Rea, itp., odnalazłby rysy znamienne bożyszcz swoich Fenicjanin, Egipcjanin, Trak. We wszystkich tych kultach o zasadach moralnych nie słychać nic, przeciwnie: bogom przypisywane są czyny u ludzi karygodne i srodze przez prawa cywilne karane. Moralność, poza prawami obywatelskimi, jest wymysłem mędrców, filozofów, poetów, nareszcie reformatorów religijnych o charakterze poetycko-kapłańskim, jak Melampos, Orfeusz, Pitagoras25, lecz i tych nauki na ogół obowiązującymi nie były, a prozelici26 tworzyli tylko rodzaj sekt tolerowanych, dopóki tolerancja ta nie rozbiła się na Sokratesie27.

Wszystko zatem, co zaleca tu lub czemu przeciwi się Hezjod, jest prostą kombinacją myśli etycznych obiegających po różnych dzielnicach Hellady od czasu siedmiu mędrców28, kombinacją wzmocnioną własnymi spostrzeżeniami, doświadczeniem i odczuciem, tak że w toku ustępu można niemal własną jego uwagę od komunału oddzielić. Najcharakterystyczniejszym wszakże rysem i już jemu tylko właściwym, a znamionującym epokę, jest to, że za podstawę moralności wskazuje on nie zdobycz awanturniczą, nie spekulację, lecz pracę, z naciskiem — pracę.

I jakiegoż to rodzaju pracę zaleca on obywatelowi helleńskiemu, przez którą ten ma stać się miły „ludziom i bóstwom, co bezczynność potępiły”? Myślałby kto, że to będzie praca nad wykształceniem własnym, nad uduchowieniem swej istoty. Bynajmniej. Poeta, poseł Muz, nie czuje potrzeby zachęcania ziomków do jakichś zadań idealnych i ani promyka nie znać w jego dziele tych świateł, które łuną zaiskrzyły później w dobie Peryklesa29. Praca przezeń zalecana jest czysto materialna i czysto zarobkowa, jedynie prawie zarobek mająca na celu; poza zarobkiem z pracy zdaje się on nie widzieć nic; tylko jest to zarobek uczciwy, a więc zagradzający niejako drogę do zysków nieuczciwych. Jak na owe czasy i to ma już niepoślednią wartość.

I w tej jednakże pracy materialnej, zarobkowej poeta czyni wybór, na miejscu naczelnym, omal nie wyłącznym, stawiając pracę około roli, a w wyborze tym znajduje poparcie w wszystkich moralistów, ekonomistów i historyków cywilizacji. Hezjod nie ma na względzie interesów ogólnych, nie stawia sprawy na gruncie zasad, nie dowodzi, ale mówi wprost od siebie jak wiejski gospodarz do gospodarza. Cały jednolity ustęp od w. 383 do 617 zawiera w treści nic innego, tylko przepisy gospodarcze. Jest to rodzaj rolniczego podręcznika, który wskazuje, jakie roboty w polu winny być wykonywane podczas wiosny, lata i jesieni, jak się należy zachować w zimie, jakie są warunki dobrego i opłatnego wykonywania robót, słowem, ustęp ten stanowi rdzeń dzieła. Jakkolwiek odrębnie od całości wzięty przedstawia on treść najmniej do poezji podatną, jako zwróconą ku widokom czysto praktycznym, nie zapominajmy jednak, że utwór powzięty został pod wezwaniem Muz przez jednego z ich gorących wielbicieli, który czuł się i był w pewnym stopniu poetą. I w tym też ustępie spełnia on miarę poezji sobie właściwą. Nie nastrajając się, nie łatając frazesem niedoboru myśli poetyckiej, trzyma się on z całą prostotą swego prozaicznego przedmiotu; ponieważ styka się wszakże z naturą, która ma przywilej poruszać fantazję i serce, przeto rady jego fachowe oplatają się co chwila jakąś wiązanką poetycznego kwiecia, a cicha słodycz dykcji30, obrazującej raczej niż motywującej zajęcia na łonie matki-natury, dodaje całości poetycznego zabarwienia. Bądź co bądź, jest to pierwowzór nauczania ujętego w rozleglejsze kształty, zapożyczone od poezji, bo i filozofowie (Jończycy, Eleaci) wierszem układali swe doktryny i gnomy31 wygłaszane były wierszami (dykcja prozaiczna nie była jeszcze wówczas należycie wyrobiona) — był to jednak pewien tylko sposób miarowego32 pisania, bez względu na wewnętrzne, istotowe warunki poetyczne. Hezjod pierwszy w swej treści dydaktycznej występuje z wyraźną intencją poetycką, ale chwytany ustawicznie za rękę przedmiotem prozaicznym, połowicznie tylko intencję swą urzeczywistnia.

Wypowiedziawszy, co miał na myśli i w sercu odnoszącego się do rolnictwa, następny, znacznie krótszy, w podobnejże formie poświęca ustęp handlowi i połączonej z nim żegludze (w. 618–694). Zajęcie to nie ma u niego miru33, nie uznaje go za proceder odpowiadający stanowisku obywatela helleńskiego, dorabiającego się fortuny, ale niejako za złe konieczne, tolerowane.

Skoro do handlu nagli cię twój umysł głupi,

To, iżbyś z niedostatku nie zginął lub z głodu,

Ja ci wskażę granice morskiego pochodu...