Nie dorośnie lat, prędzej to miasto się zwali.
Nie ma w tobie, Hektorze, największej obrony:
Tyś sam ocalał dzieci i cnotliwe żony;
Wszystkie teraz zwycięzca weźmie na swe statki!
Ty, synu, lub popłyniesz w towarzystwie matki,
Gdzie (takiż widok moje zasmuci oblicze!)
Twardy cię pan na prace skaże niewolnicze;
Albo tu który z wodzów achajskich1754 zajadły1755,
Że ich liczne Hektora ręką męże padły,
Na tobie brata, ojca, syna mszcząc się zgonu,