Kiedy paśli na górach liczne ojca woły.

Matkę, z nim berło w Tebach dziedziczącą społy,

Tu z sobą przyprowadził z innym razem łupem,

Później na wolność puścił za drogim okupem.

Ale bogini lasów447 na nią się rozżarła

I w domu ojca życie strzałami wydarła.

Tyś mi ojcem, tyś matką, kochany Hektorze,

Tyś mi bratem, ty mężem w dni kwitnących porze!

Zostań tu, zbyt rycerską nie uwodź się cnotą,

Nie zostawiaj mnie wdową, a syna sierotą!...