Który na świetnym wozie biegł na nich wzajemnie.
Pierwszy Tydejd grot rzucił, ale nadaremnie:
Chybił Hektora, tylko ostrzem swojej broni
Enijopa utrafił, stróża jego koni.
Padł z wozu, konie nagłym cofnęły się zwrotem,
A on z lubym535 na zawsze rozstał się żywotem.
Nie mógł Hektor nie uczuć nad tą stratą bolu,
Ale choć z umartwieniem536, zostawił go w polu.
Sam patrzy, czy gdzie jeździec nie nada się śmiały;
Niedługo rządcy jego bieguny537 czekały: