Uchodzi, wkoło wzrokiem rzuca jak zwierz srogi,

Znowu się zwraca, wolnym krokiem stawiać nogi.

A jak psy i wieśniacy, do bitew zwyczajni,

Nie dają lwu do wołów przybliżyć się stajni,

Całą noc przy niej pilnie odprawując straże;

On wpada rozjuszony, lecz nic nie dokaże,

Próżno na mięso ostrzy kły w krwawej paszczęce,

Bo groty nań rzucają zewsząd śmiałe ręce

I smolne miecą757 głownie, a tak bez nadziei

Smutnie ryczący rano uchodzi do kniei: