Leciałem przez dzień, w wieczór upadłem na Lemnie,

Tam Syntyjowie ducha obudzili we mnie».

Tę Hefajst o przypadku swoim powieść czyni.

A na to z białą dłonią śmieje się bogini

I z uśmiechem odbiera czarę z ręki syna.

On zaś od prawej strony obdzielać zaczyna

Słodkim nektarem nieba wysokiego panów,

Który czerpa obficie z poświęconych dzbanów.

Śmiały się, pijąc nektar, do rozpuku bogi,

Że im służył tak grzecznie Hefajst krzywonogi.