Nie chcę ja, byśmy, ranni, szli na nowe rany,
Lecz zagrzejmy lud bojem długim zmordowany.
Przytomność863 nasza męstwo w tych nawet zapali,
Którzy się teraz podłej gnuśności864 poddali».
Przyjęli z uwielbieniem, co Diomed radził.
Idą w pole królowie, Atryd865 ich prowadził.
Posejdon866 nie przeoczył żadnego ich kroku:
Stanął przy bohatera mykeńskiego boku,
W zmarszczonej twarzy starca, siwym kryty włosem,
Wziął ręką rękę króla i rzekł takim głosem: