Spać poszli i snów słodkich krzepili się darem.
O jutrzence, gdy błysła już na niebie szarym,
Autolyka synowie zebrawszy psów złaje1071
Na łów ciągną. I Odys do wyprawy staje.
Pną się w góry Parnasu skroś leśnych zarośli —
A gdy do smaganego wiatrem szczytu doszli,
Wyszedł Helios z Okeanowej1072 toni sennej,
I ziemia zajaśniała w swej szacie promiennej.
Wtenczas łowcy w głęboki spuścili się parów,
Psy puszczono do kniei; za tropem ogarów