I tak wyszedł na łowców. Odys był na przodzie,

Więc pewny, że oszczepem wskroś dzika przebodzie,

Posunął się na niego. Dzik zwinniej się sprawił

I goleń zwyż kolana srodze mu rozkrwawił

Krzywym kłem, który mięsa wydarł z niej kawałek,

Lecz kości nie naruszył; alić Odys śmiałek

Tak odyńca w łopatkę prawą pchnął dzirytem,

Że grot przeszedł na wylot — dzik runął ze zgrzytem

O ziem i dech wyzionął. Syny Autolyka

Obstąpili dokoła rannego od dzika,