Miał brudny, połatany; skórą nogi obie

Obwinięte: od kolców i cierni obrona;

Na rękach rękawice, głowa otulona

W kaptur kozi; tak starzec w żałobie swej chadzał.

Widząc tedy Odysej — a wzrok go nie zdradzał —

Że ojciec wiekiem złaman, zjedzon bólem duszy,

Rozpłakał się, stanąwszy za pniem wielkiej gruszy,

I rozmyślał, co dalej ma począć, niepewny,

Czy się rzucić w objęcia, złożyć uścisk rzewny

I wyznać, że już wrócił w progi ojców lube,