Więc gdy słońce w południe szczyt nieba dogoni,

Niemylnie bożek morski wypływa z wód toni,

Pod wiatru tchnieniem odzian w bałwan skędzierzony,

I spać idzie w pieczarze w skale wydrążonej;

Plemię zaś Halosydny259, rój pletwistych foków260,

Z wód wyszedłszy zalega z obu jego boków

I morskimi wyziewy zasmradza powietrze.

Ja cię tam zaprowadzę, skoro świt się przetrze,

I umieszczę wraz z nimi. Teraz rzeczą twoją

Trzech z okrętów wziąć chłopów, co się nic nie boją,