Przecież wybił się na wierzch: morską wodę usty

Wypluł — z czaszki się lała całymi upusty.

Wżdy w tej trwodze o tratwie nie zapomniał wcale:

Dopadł do niej, przez wzdęte przebiwszy się fale,

I od śmierci niechybnej był uratowany.

Tam i sam statkiem jego miotały bałwany;

Jak Boreasz w jesieni suche osty miecie

Polem, a te, splątane, trzymają się przecie:

Tak i tratwą wichura tu i owdzie miota;

Boreasz ją na pastwę posyła do Nota,