Mówił to — wtem spiętrzony bałwan się nań rzucił

Wściekle, z góry w łódź lunął, zakręcił, przewrócił,

A i jego z pomostu zmiotło; ster mu z pięści

Wyrwało, a masztowe drzewo, na dwie części

Zgruchotane, runęło wichrem, co szaleje

I co jednym podmuchem zdarł żagiel i reje.

Długo nurzał się w głębi Odys, choć co siły

Chciał wzbić się ponad wały338, które go topiły.

Lecz darmo! Od Kalypsy suknie dane darem,

Nasiąknąwszy, ciągnęły na dno swym ciężarem.