O bodajby mnie nigdy byli nie spłodzili!

Patrzcie-no, jak się w moim łożu rozgościli

I rozkoszują. Serce aż pęka mi z żalu!

Ostatni to raz ona przy swoim chabalu487.

A choć się tak związali, chętka ich porzuci

Do schadzek, niechże leżą we dwójkę okuci,

Aż jej ojciec mi odda, com zapłacił za nią,

Gdym narzeczony słębił488 tę bezwstydną panią.

Ślicznać ona, ni słowa, lecz gamratka489 szczera!”

Tak rzekł — a bogów orszak w dom jego się zbiera: