Zapędziłem na pokład, dla prostej przyczyny,

By który się lotosu nie dorwał i potem

Wyrzekał się powrotu. Jakoż wszyscy lotem

Do wioseł się rzucili i zająwszy ławy,

Toń rybną bili wiosłem — i pomknęły nawy.

Stamtąd-eśmy płynęli, płynęli wciąż smutni,

Aż do ziemi Kyklopów. Łotrzy to okrutni,

Gdyż całkiem się spuściwszy na opatrzność bożą,

Nie pracują nic w roli, ni sieją, ni orzą.

Nie orany, nie siany grunt tam nader płodny,